20 godzin pociagiem z Delhi do Siliguri, a stamtad 3,5 godziny wspinaczki jeepem i juz jestesmy w Darjeeling. Tak, to zupelnie inny klimat. Inni ludzie, inna pogoda (jest chyba 15 stopni, w Delhi bylo okolo 40), inny krajobraz. Tu jest zdrowo, od razu lepiej sie czujemy.
Z dzisiejszych atrakcji:
Byliśmy w bahaistycznej świątyni Lotosu. Wspaniałe – ogromne surowe wnętrze wypełnione ciszą i głosem ptaków.
Zwiedziliśmy Qutub Minar. No my uwielbiamy takie historyczne miejsca, a to jest powalający zabytek (trzeba doczytać o historii).
Byliśmy w małej artystycznej enklawie House Khaz Village, niesamowite bo odrealnione miejsce, z małymi sklepikami i minigaleriami. Chyba bardzo modne wsród bogatej młodzieży delhijskiej.
Wieczorem poszliśmy do Indian Habitat Center na pokaz południowoindyjskiego tańca Bharatnatiam. Zamiast oglądać taniec gapiłem się na zespół, który grał na żywo. Z tańca (w zasadzie teatru) nic nie umiem zrozumieć, ale hipnotyzujące to jakoś było.
Jutro zmykamy z Delhi, przed nami długa podróż w zupełnie inne klimaty. I pewnie nie będzie już tak łatwo z internetem.
Pierwszy dzień minął nam dość zwyczajnie – zanurzyliśmy się w delhijską ulicę. Łaziliśmy po starym Delhi, od fortu po meczet Fatehpur, czyli przebijając się przez ten wielki bazar i hałaśliwą ulicę Chandni Chawk. Z rzadkimi chwilami wytchnienia w gurudwarze, czy na schodach Jama Masjid. Oczywiście też włóczyliśmy się po Pahar Ganj, gdzie mieszkamy. Też oczywiście: pierwsze zakupy.
Po dwóch latach musimy się znowu uczyć chodzić po indyjskich ulicach i zaułkach – żeby nie dać się zabić pedzącym motocyklom, wjeżdżającym na stopy rikszom, tragarzom, wózkarzom, samochodom i krowom, uważając przy tym, żeby nie przydeptać nogi jakiegoś śpiącego psa albo nie wdepnąć w gówno. Po paru godzinach chyba przypomnieliśmy to sobie i znowu przechodzimy przez te ulice ze stoickim spokojem.
Co mnie zadziwia, to zapach. Tzn. zapomniałem o tym – tu na każdym kroku pachnie kadzidłem i przyprawami. Wspaniałe – nawet w hotelowym pokoju czujemy jak pachnie indyjskie powietrze. W ogóle bodźców zapachowych, dźwiękowych i wizualnych dzisiaj przyjęliśmy pewnie więcej niż w Warszawie przez rok. To męczy, ale też jakoś jest mi tu dobrze. Idziemy spać, ulica za oknem cichnie, a na ścianę wyszła jaszczurka – będzie pilnować, żeby w nocy nie przeszkadzały nam muchy
Jestesmy w Delhi. Indie sa super. Takie mam wrazenie jakbysmy dopiero co tutaj byli, a to juz dwa lata minely. Nic sie nie zmienilo – nawet mieszkamy na tym samym podworku, tylko w hotelu obok
Pakujemy plecaki i jutro rano… mamy lot do Delhi!