Minął AD 2011. Tu w Warszawie rok całkiem spokojny – buduje się metro, trwają remonty przed Euro, jest parę nowych knajp, jest nowy-stary rząd. Rok jak rok, bez sensacji. W tym samym czasie poza Polską, w wielu miejscach na świecie – wrzało. Przecież w 2011 roku wybuchły rewolucje, takie prawdziwe – masowe, żywiołowe, nieprzewidywalne. W kilku przypadkach wygrane, w kilku – wciąż trwające. Arabska Wiosna Ludów. 2012 rok pokaże, czy tylko arabska. Czy rozruchy rozleją się na wnętrze kontynentu afrykańskiego? Jak przebiegną wybory w Iranie? Czy Putin pozostanie carem Rosji? Jaka przyszłość czeka Egipt? Irak? Libię? Czy rewolucja pójdzie dalej – na Środkowy Wschód, do Uzbekistanu, Turkmenistanu, Kazachstanu?
Wchodzimy w nowy rok z masą pytań, i właściwie nic nie jest pewne. Kto weźmie górę: czy gromadzące się na ulicach tłumy, czy wciąż silni dyktatorzy? Rok 2011 pokazał, że siła mas jest na tyle duża, że rządy pod ich naporem padają. Na pewno dyktatorzy na świecie spędzili sylwestra 2011 w kiepskich nastrojach, może nawet w strachu? 2012 to będzie dramatyczny rok. Żyjemy w ciekawych czasach.
Rok 2011 zdefiniował sytuację. Wiadomo kto walczy z kim. Mniej więcej wiadomo gdzie, całkiem dobrze wiadomo też jak walczyć skutecznie. Wiadomo, że młode pokolenie występuje przeciwko dyktatorskim rządom w swoich krajach, rządom, które skazują ich na życie w nędzy, bez poszanowania wolności i prawa do decydowania o swojej przyszłości. Ogromna masa niezadowolonych i zbuntowanych młodych ludzi, wielki wyż demograficzny społeczeństw bliskowschodnich – wyż dwudziestoparolatków, którzy dojrzeli do tego, żeby dzisiaj zdecydować o swoim dorosłym życiu. I które poczuły jak liczne są i jak wielką mają siłę. Oraz kobiet, które także walczą o swoje prawa. Stare reżimy muszą się bronić – reżimy będące pozostałością po zimnej wojnie i okresie post-kolonialnym, tworzące stabilny i niestety silny układ. Tych reżimów jest mnóstwo, do tej pory tylko niektóre z nich zobaczyły rewolucyjne tłumy na ulicach.
No i doczekaliśmy pierwszej wielkiej rewolucji XXI wieku – wykorzystującej do walki, obok tradycyjnych narzędzi takich jak okrzyki, kamienie i transparenty, także narzędzia nowe: sms-y, kamery i aparaty w telefonach komórkowych, serwisy społecznościowe jak Facebook, YouTube, Twitter. Walka rozprzestrzenia się nie tylko na kolejne ulice i miasta, ale też na kolejne strony internetowe, fanpage, kręgi znajomych, blogi i fora. To nie jest rewolucja wirtualna, ona jest realna. Zaprzęgnięcie internetu do regularnej wojny – tego jeszcze nie było.
Niepewna jest przyszłość tych krajów, gdzie rządy dyktatorskie upadły. Pesymistyczne informacje podaje dzisiaj Amnesty International w raporcie Year of Rebellion: State of Human Rights in the Middle East and North Africa. W Egipcie obecny wojskowy rząd dopuszcza się nadużyć praw człowieka czasem gorszych niż reżim obalonego Mubaraka. W pozostałych krajach zmiany też nie idą w dobrym kierunku.
The Economist w swoich prognozach na ten rok pisze, że w 2012 największe mocarstwa świata – USA, Chiny, Europa, Rosja – będą tak bardzo zatroskane swoją sytuacją wewnętrzną, wyborami i problemami gospodarczymi, że nie starczy im już energii na mieszanie się w te trudne konflikty i nieprzewidywalne wydarzenia, które rozgrywają się na Bliskim Wschodzie. Mam co do tego wątpliwości – w dzisiejszej globalnej wsi wszystko jest powiązane, a mocarstwa nie zapomną o swoich interesach w tej części świata, gdzie jest najwięcej ropy naftowej.
Oby ten nowy 2012 rok choć trochę zmienił świat na taki, w którym bardziej liczy się ludzkie szczęście niż ropa naftowa i interesy najsilniejszych!